Maluchy zostały doniesione do weterynarza, gdzie zapoznały się z pieskiem (pozdrawiamy) i szybko znalazły się w gabinecie. Tam się okazało, że pyrtowe stereotypy dawno już są nieaktualne. Mojito, który zawsze był wszędzie pierwszy i biegł wszędzie bez strachu - nie dawał się wyjąć z kontenerka. Wyjęty - siedział skulony na stole, przytulony do kontenerka, wszystkie łapki pod sobą. Nieśmiały Malibek - wprost odwrotnie. Był przestraszony może przez pierwsze pół minuty. Później momentalnie obudziła się w nim dusza Wojownika i Odkrywcy. Nie jestem w stanie policzyć, ile razy łapałem go, gdy chciał zeskoczyć ze stołu i zobaczyć, czym są te fajne słoiczki na innych półkach w gabinecie.
Niemniej udało się pyrty zbadać, obmacać, popatrzeć im głęboko w pyszczki, oczka, uszka i wszędzie tam, gdzie weterynarz spojrzeć musi. Później wyjęte zostały narzędzia zbrodni i straszliwe igły zostały wbite w kocięce karczki. Koty jednak w ogóle tego nie zauważyły. Już zaszczepione, dały grzecznie odłożyć się z powrotem do kontenerka i zanieść do domu. Żeby zjeść obiad i odespać weterynaryjne stresy.
Mojitki bardzo się bały, muszą więc teraz odespać.
A Malibki jeszcze by popyrciły.
1 komentarze:
piękne zwierzaki !
Prześlij komentarz