A były to tak dobrze zapowiadające się kocięta. Łudziliśmy się, że obecność Wali i Szansy, statecznych kotek w sile wieku, będzie wywierać na maluchach odpowiedni wpływ. Że zachęceni ich dobrym przykładem będą grzeczne i ułożone. Że nie zejdą na drogę bezprawia i występku. A jednak stało się.
Zaczęło się niewinnie. Tu kęs kanapeczki, tu odrobinka serka, tu orzeszek, który przypadkiem spadł na podłogę. Byliśmy dla nich łagodni, więc ich pewność siebie rosła. Aż w ubiegłą sobotę, kiedy zostałem sam z braćmi M. i usiłowałem usmażyć dla siebie omlet, Malibu niepostrzeżenie znalazł się tuż obok kuchenki. Na niej grzała się już patelnia, a na patelni znajdował się kawałek masła. Wiedziony instynktem i pozbawiony wszelkich hamulców moralnych kot chwycił zębami kawałek masła z rozgrzanej patelni i oddalił się w sobie tylko znanym kierunku. Niestety, nie zachował się obraz z kamer przemysłowych zainstalowanych w kuchni, więc nie jesteśmy pewni dalszych losów rzeczonego masła. Wiadomo tylko, że Malibu z miejsca zdarzenia zbiegł.
Ta bezkarność zapewne rozzuchwaliła to młode i nie całkiem jeszcze zdeprawowane kocię. Do udziału w napadzie stulecia bowiem zaprosił swojego brata, Mojito. Te dwa słodkie kocięta zaplanowały akcję w najdrobniejszych szczegółach. W ich planie nie było ani jednej luki. Tak więc w niedzielę, gdy ich opiekun korzystał z tej samej patelni, z której dzień wcześniej zniknęło masło, w celu usmażenia dorsza, bracia M. zajęły umówione pozycje. Wtuliły się w siebie na fotelu w pozycji "jesteśmy słodkimi kociakami" i z minami "przecież śpimy głęboko, mrr, mrr, mrr". Tym uśpiły czujność opiekuna, który wyszedł na moment na balkon. Gdy wrócił, dorsz nadal znajdował się na patelni, ale tylko częściowo, bowiem spory kawałek fileta leżał obok kuchenki. A na nim żerowały kocięta. I tu właśnie ich doskonały plan zawalił się. Mózg operacji, Malibu, myślał, że po wyciągnięciu dorsza poza patelnię uda się go schować do tajnej kryjówki, po czym wrócić na wcześniejsze pozycje i przybrać miny "przecież spaliśmy głęboko, mrr, mrr, mrr". Dorsz jednak okazał się zbyt smaczny i słaba kocięca wola uległa pokusie. Wydając z siebie "mrrr", "wrrr" i "niach niach" koty zaczęły pochłaniać rybę, nie ważąc na ewentualnych świadków zdarzenia. Tacy się jednak znaleźli. I wezwali policję.
Na szczęście za braci M. została wpłacona kaucja i oczekują oni na wyrok w swoim domu tymczasowym. Dowody przeciwko nim są jednak silne. Czy ktoś będzie chciał kota z prawomocnym wyrokiem?
Zatrzymany Malibu.
Zatrzymany Mojito.


3 komentarze:
Ależ słodcy przestępcy!
wow jakie kotki sliczne :>
Przesympatycznie czyta się twoje posty. Świetna opowieść.
Prześlij komentarz