Bezu wczoraj nauczyło się brykać. Kto miał w domu małego kotka, ten wie, o co chodzi, a kto nie miał, temu może pokażę, jeśli uda mi się owo brykanie nagrać.
Chodzi o przemieszczanie się - do przodu (co przy kotkach w tym wieku nie jest takie znowu oczywiste ;>) poprzez podskoki. Słychać wtedy charakterystyczne "patataj patataj". Wszystko, co staje na drodze kociaczka, zostaje przebryknięte. Nie ma żadnych ulg dla statecznych kotek rezydentek, nawet jeśli usiłują strajkować poprzez fuczenie i odganianie smarkacza łapą. Brykanie sprawia ogromną frajdę, przypływ endorfin i nie musi mieć żadnego celu poza samym bieganiem. Jest czystą kociaczkową radością.
Czasami jednak podczas brykania nagle kończy się kotu energia. W połowie podskoku zaczynają kleić się ślepia i małe Bezu zasypia nagle, w tym miejscu, w którym przerwało brykanie. Wala z Szansą patrzą wtedy z pewnym zgorszeniem: zasypia taki bez mycia, bez obejścia miejsca do drzemki trzy razy... "Jeszcze dużo musi się nauczyć" - mówi wyraz pyszczka Walusi, w reakcji na ten nieporządek odruchowo wygładzającej sobie futerko na łapce.
Bartek zawsze ze wzruszeniem wspomina koty, które mieściły mu się w dłoni
A tu widać, jaki z Bezu malutek
2 komentarze:
Malec jest świetny! :)
Prześlij komentarz