Follow by Email

wtorek, 15 marca 2011

Przystanek Dom Tymczasowy

Czasami trudno tak sobie być Przystankiem.

Spotyka się kota, zaprasza się go do siebie, poznaje, gada do niego, pozwala wspinać się na kolana i szepcze się czułe słowa prosto do kociego ucha (tak żeby inne koty nie słyszały i nie były zazdrosne). Napełnia się miseczki, bierze do weterynarza, pociesza, gdy jest smutno, irytuje się, gdy włazi pod nogi, siedzi się na podłodze, bawiąc się ze zwierzem i turla się kocie piłeczki. I prowadzi się rozmowy, które tylko między człowiekiem a kotem zaistnieć potrafią.

I jest trochę tak jak z przelotnymi znajomościami - z kimś się przystaje, spotyka na szlaku - albo na wakacjach, albo po prostu. Chwile bywają magiczne, rozmowy nie z tej ziemi, i się nagle łapie na myśli, że chciałoby się chwilę zatrzymać.

Bo kot jest wyjątkowy, bo ta kocia osobowość jest jedyna, bo to mruczenie niepowtarzalne, i chciałoby się, żeby moment trwał... Ale się nie da, ale nie wolno.

Więc trzeba umieć się uśmiechnąć, machnąć ręką i cieszyć się z tych paru wspólnych chwil - tak, żeby można było wrócić myślami kiedyś do tego momentu, pośmiać się, "bo pamiętasz, jak Szprotka aportowała myszki? A jak pchała się do miski? A jak rozkładała się na kolanach? A jak wyciągała się na podłodze, tak że okazywało się, że kot ma dobry metr długości? A jakie miała słodkie cęteczki?".

Bo się jest tylko Przystankiem w drodze dalej, i od początku tak ma być - i do końca. I tak jest po prostu dobrze.

Lilka-Szprotka zamieszkała w Nowym Sączu. Już na zawsze :).

Czekaj, czekaj - co ty o mnie piszesz?


Cukier o smaku szprotkowym ;)

Tygrysiczka


6 komentarze:

kociokwik pisze...

Pięknie napisałaś:) Mogę zacytować?

Luelka pisze...

Będzie mi bardzo miło :). Jak zwykle w takich sytuacjach prosiłabym tylko o podanie linka do bloga :).

kociokwik pisze...

Luelka,
wydało mi się to tak oczywiste, że aż nie napisałam:)Dziękuję:)

kociokwik pisze...

Wkleiłam w dział "Tymczasy" - dziękuję:)

Anonimowy pisze...

Chciałabym być na tyle dojrzała, żeby zrozumieć, że jestem tylko domem tymczasowym, ale nie umiem, każdą Kicię, która do mnie trafia, kocham całym sercem, od razu... Miałam 4 kicie tymczasowe (dopiero zaczynam), znalazły się dla nich wspaniałe domy z którymi utrzymuję kontakt, jednak mam żal do losu, że to nie ja mogę być 'towarzyszką' tych konkretnych zwierzaków... Dopiero się tego uczę, choć czasem bywa cholernie przykro, jak się oddaje taką własnoręcznie wypieszczoną kicię, której nikt nie chciał, bo była brudna, chora i przestraszona...

Luelka pisze...

@Anonimowy - to na szczęście przychodzi z czasem, ale nigdy nie jest łatwe... To chyba jasne. Fajnie, że tymczasujesz! :)