Follow by Email

piątek, 24 grudnia 2010

Najmruczniejszego!

Drodzy Ludziowie!

To ja, Wala. Luelka biega gdzieś po mieszkaniu - biedaczka nie może sobie znaleźć miejsca. Więc ja Wam napiszę, a co, schowali już wszystkie fajne wstążeczki, nafukali, gdy chciałam odpakować parę prezentów, a jak nie ma specjalnie towarzystwa, to się nawet nie chce bawić choinkowymi zabawkami i turlikać ich po podłodze. Luelka patrzy się podejrzliwie co chwilę, czy choinka stoi, jakby taki grzeczny Kot jak ja chciał wywracać choinki. Zwłaszcza, jak nie ma takich fajnych rzeczy na samej górze, jak dwa lata temu.

Ale - ale, bo ja tu jestem w konkretnym celu:

Żeby Wasze Miseczki były zawsze pełne.
Żeby gonienie i polowanie, które jest bardzo ważne, przynosiło Wam takie myszki, jakich oczekujecie, ale żebyście zawsze potrafili zrobić sobie chwilę przerwy, spojrzeć z zachwytem na to wszystko, co Was otacza.
Żebyście potrafili marzyć o Najwspanialszych z Najfajniejszych Rzeczy na Świecie, a umieli wybrać sięgnąć po te, które sprawiają, że będziecie Naprawdę Mruczący.
Żebyście mieli obok siebie zawsze Kogoś Bliskiego, komu można schować nos w rękaw, gdy jest smutno, albo którego można po prostu dotknąć łapką - tak po prostu, żeby poczuć się lepiej.

Wszystkiego Szczęśliwego!


Walunia, Fajna Kocia Ferajna i dopisująca się w locie
Iza








niedziela, 19 grudnia 2010

Alarm :)

Wtedy, gdy Luelka najchętniej rozłożyłaby się się na swoim ulubionym fotelu, otuliła się kocem, przygarnęłaby do siebie gorącą herbatę z miodem i imbirem i uciekła w świat lektury, gdzie nadchodzi zima (dziwnie pociągający z perspektywy tego fotela, tego koca i tej stabilizacji, która ją otacza), pracy nie brakuje. Praca oddziela ją skutecznie od zimy dokładnie tak samo, jak oddzielała ją od lata, które minęło oglądane przez szybę albo odbijając się w monitorze komputera.

Na szczęście ma reprezentację. Kotową rezprezentację, która bardzo przykłada się do rywalizacji o najdłuższą drzemkę, najrozkoszniejszą pozycję, najlepszą kryjówkę w ciepłym miejscu. Reprezentacja cieszy się zimą jako pretekstem do tego wszystkiego, na co miałaby ochotę Luelka.

Lecz w tym słodkim lenistwie powstał wyłom, który jest wyraźnie odczuwalny. Brak. Jakaś taka ostrość, która powstała po tym, jak zabrakło miękkości i puchatości. Jakaś aktywność, która zaistniała tylko dlatego, że brak wcielenia bierności i rozkosznego wypoczynku... Jakaś plamistość i monochromatyczność...

...Wywołana brakiem pręgowatości.

No więc, Mili Moi, ogłaszam niniejszym Alarm BezTymczasowy - Olga pojechała do swojego Domu, w związku z czym po raz pierwszy od dobrych dwóch lat nie mamy w domu żadnego tymczasowego Kociego Przyjaciela. Ale spokojnie, alarm niedługo zostanie odwołany, właściwie już jest w czasie intensywnego odwoływania... :).


O Puchatości!


O Miękkości słodkich łapek!


O Pręgowatości!


środa, 15 grudnia 2010

Dywersja

Są takie chwile, na które się czeka bardzo, bardzo długo. Marzy się o nich, myśli, wyobraża sobie, jak będą wyglądać. Prowokuje się je do "wydarzenia się", pisze się o tym, że na pewno nadejdą.

I one w końcu nadchodzą. Reaguje się na nie niezgodnie z przewidywaniami, chociaż zazwyczaj potrafi się zachować spokój i powagę, a nawet entuzjazm podczas trwania rozmowy, podczas której DOKONUJE SIĘ, i dopiero potem rodzi się chwila buntu wobec tego, na co się tak czekało.

A później wygłasza się dookoła racjonalne i naprawdę słuszne dowody na to, że Szczęście to jest Szczęście. Czasami do tego wygłaszania są bardzo potrzebne chusteczki higieniczne. Zbija się potencjalne zastrzeżenia, które miałoby się ochotę wygłosić, bo się samemu wie, że nie są racjonalne, bo gdyby były, to cała scena nawet by się nie zaczęła.

I potem przychodzi TA chwila - bunt. Dywersja. Nie zgadzam się. Nie i już. Co z tego, że to nieracjonalne. Nic z tego, nie.

I znowu są potrzebne argumenty. Wtedy już wysłuchuje się tych samych racjonalnych powodów, tylko wygłaszanych przez bliskich. Całe szczęście, że ma się taką sprawdzoną paczkę rozsądnych osób, które wiedzą, przez co przechodzisz, nie słuchają protestów, tylko powtarzają to samo, co by się im powiedziało w analogicznej sytuacji. Trochę się nawet podśmiewają - i chwała im za to.

Po czym to wszystko dociera się powoli. I się ostatni raz głaszcze ukochane uszka, brzuszki, łapki, ostentacyjnie pozwala się na kolejne smakołyki, których normalnie by się już nie dało w trosce o kocią linię. I jeszcze chociaż zdjęcie, i jeszcze drapnięcie za uchem - może zamruczy na pożegnanie?

I oddaje się tych swoich kocich Przyjaciół - we wspaniałe ręce kochających, odpowiedzialnych Ludzi, którzy musieli naprawdę zrobić niesamowite wrażenie, skoro się im oddaje pod opiekę takie ukochane, wyjątkowe Stworzenia jak Wilson i Chase :).

Co zrobić to też chyba dywersja, że do nas zawsze trafiają takie wyjątkowe Zwierzaki. Po prostu. :)

Taki jestem słodki, gdy chcę, żeby mnie pogłaskać, że aż się tego wstydzę

Bardzo poważny Wilson z wyrazem zatroskania na pyszczku

A co tam masz? A czy to ma znaczenie egzystencjalne?

Latający kot to mit?

Pełny brzuszek to mit?

Serduszko na piersi to za to czysta prawda