Gdyby Wilson nie zamieszkał u nas w mieszkaniu, to myślę, że wyrósłby na szefa całego podwórka. Oczywiście, jeżeli by dożył tej chwili, bo trafił do nas w kiepskim stanie zdrowia, bardzo osłabiony, z zaklejonym ropą okiem. Ale nie od tego mamy wspaniałych, zaufanych lekarzy*, żeby kotki chorowały: Wilson powolutku, ale skutecznie wraca do zdrowia. Po kocim katarze zostały jedynie drobne ślady, natomiast leczenie ciągle trwa... Jak widać to półtora tygodnia dłużej, kiedy Wilson przebywał na podwórku, a jego rodzeństwo już w ciepłym mieszkaniu z pełną miseczką, zrobiło bardzo dużą różnicę. Podczas gdy Chase i Cuddy poradzili sobie z początkami infekcji bez dodatkowego wsparcia farmakologicznego, tak u Wilsona dobijamy niedobre bakterie uparcie i systematycznie, z dobrym skutkiem, ale nie tak szybkim, jak byśmy sobie marzyli...
A kto to w ogóle Wilson, oprócz tego, że brat Cuddinki i Chase'ika? To mały Banditto, który najwyraźniej odczuwa metafizyczną więź telepatyczną z naszym dawnym podopiecznym, Don Bernardo. Wygląda jak mały "pakero", ma wyraz pysia prawdziwego huncwota i bardzo donośny głosik, którym mimo lekkiego niepokoju, który ciągle w nim wywołujemy, domaga się tego, co kotkowi jest potrzebne. Czasami jest to kawałek kanapki, czasami po prostu pogłaskanie, a czasami zabawa. Wilson wie, czego chce, i wie też, kto tu w tym mieszkaniu jest od spełniania kocich życzeń. Potrafi nas ciągle zaskakiwać - po całym dniu czmychania przed nami nagle przychodzi i pakuje się na kolana, po czym zasypia spokojnie, mrucząc, zwinięty w kłębek. Czasami odstawia też przedstawienie pt. "Chciałbym, ale się boję" - przychodzi do mnie na biurko, chowa się pod wąską, ciasną półeczką i mruczy. Gdy go zaczynam głaskać, odstawia niesamowite akrobacje, wystawia brzuszek do głaskania, uszka, bródkę... Cudności. Ale koniecznie musi być wtedy ukryty - głęboko pod półką czuje się po prostu bezpiecznie. Podobne sztuki pokazuje, gdy wystawia się do głaskania... zza winkla. Najlepiej być głaskanym dla kotka, gdy człowiekowi wystaje zza ściany sama ręka, ot co.
Tacy właśnie jesteśmy straszni :).
Co nie zmienia faktu, że Willi jest wspaniałym, bardzo kontaktowym kocurkiem, który kocha jogurcik, zabawy, figle i jest tak naprawdę bardo ciekawy, co to są te ludzie. I co mają w swoich miseczkach :).
Kto się pozna na Kocie-huncwocie? Kto pokocha małego kocurka, o zbójeckim wyrazie pyszczka, pod którym Wilson kryje delikatnego, potrzebującego czułości kociaczka?...
* Pozwolę sobie na małą reklamę: lecznica doktora Serwackiego na ul. Kordiana 60.
Co sobie myślą takie Ludzie, jak chodzą za mną z tym czarnym pudełkiem?
Szef stadka podczas wieczornej drzemki
Bo ze mnie jest naprawdę wrażliwy, czuły dresik :D