sobota, 19 grudnia 2009

Choinkowe zagrożenia

Chciałabym bardzo, bardzo serdecznie polecić przeczytanie artykułu dotyczącego świątecznych (i nie tylko) zagrożeń dla kociego zdrowia autorstwa EwKo. Ostrzegam, momentami drastyczne. Ale... Chyba lepiej wiedzieć, niż sprawdzić te informacje na swoim kocie...

niedziela, 13 grudnia 2009

Czarodziejka

Z Czarodziejkami tak już chyba jest, że roztaczają wokół siebie magiczną aurę. Taka właśnie jest Cuddinka: w jej spojrzeniu można utonąć. Gdzie się ta Magia ukrywa? Czy chodzi o wykrój migdałowych ocząt, czy o miodowy odcień ślepi, a może po prostu o tę mieszaninę lęku i uczucia, którą można wyczytać w jej spojrzeniu?

Na jej pyszczku odbija się każde uczucie tej delikatnej koteczki - lęk, radość, ukontentowanie z zabawy. Jest najbardziej mrucząca z całego towarzystwa, jako jedynej zdarza jej się przychodzić na przytulanki - a wtedy dzieją się cuda: chodzenie tam i z powrotem, wtulanie się, wywracanie, nadstawianie to brzuszka, to bródki, to grzbieciku do głaskania, chowanie pyszczka w ludzkiej dłoni. A wszystko to z ogromną delikatnością, jak przystało na kruchutką Calineczkę...

I głośne, cudowne mruczenie, najpiękniejsze kocie melodie wygrywane przez małą specjalistkę od Cudów - Cuddinkę.

A utulisz nieutulonego kotecka?...

Zniknęła w Krainie Snów

Malutkie marzenia o domu malutkiej koteczki Cuddy

piątek, 11 grudnia 2009

O Kocie-Huncwocie

Gdyby Wilson nie zamieszkał u nas w mieszkaniu, to myślę, że wyrósłby na szefa całego podwórka. Oczywiście, jeżeli by dożył tej chwili, bo trafił do nas w kiepskim stanie zdrowia, bardzo osłabiony, z zaklejonym ropą okiem. Ale nie od tego mamy wspaniałych, zaufanych lekarzy*, żeby kotki chorowały: Wilson powolutku, ale skutecznie wraca do zdrowia. Po kocim katarze zostały jedynie drobne ślady, natomiast leczenie ciągle trwa... Jak widać to półtora tygodnia dłużej, kiedy Wilson przebywał na podwórku, a jego rodzeństwo już w ciepłym mieszkaniu z pełną miseczką, zrobiło bardzo dużą różnicę. Podczas gdy Chase i Cuddy poradzili sobie z początkami infekcji bez dodatkowego wsparcia farmakologicznego, tak u Wilsona dobijamy niedobre bakterie uparcie i systematycznie, z dobrym skutkiem, ale nie tak szybkim, jak byśmy sobie marzyli...

A kto to w ogóle Wilson, oprócz tego, że brat Cuddinki i Chase'ika? To mały Banditto, który najwyraźniej odczuwa metafizyczną więź telepatyczną z naszym dawnym podopiecznym, Don Bernardo. Wygląda jak mały "pakero", ma wyraz pysia prawdziwego huncwota i bardzo donośny głosik, którym mimo lekkiego niepokoju, który ciągle w nim wywołujemy, domaga się tego, co kotkowi jest potrzebne. Czasami jest to kawałek kanapki, czasami po prostu pogłaskanie, a czasami zabawa. Wilson wie, czego chce, i wie też, kto tu w tym mieszkaniu jest od spełniania kocich życzeń. Potrafi nas ciągle zaskakiwać - po całym dniu czmychania przed nami nagle przychodzi i pakuje się na kolana, po czym zasypia spokojnie, mrucząc, zwinięty w kłębek. Czasami odstawia też przedstawienie pt. "Chciałbym, ale się boję" - przychodzi do mnie na biurko, chowa się pod wąską, ciasną półeczką i mruczy. Gdy go zaczynam głaskać, odstawia niesamowite akrobacje, wystawia brzuszek do głaskania, uszka, bródkę... Cudności. Ale koniecznie musi być wtedy ukryty - głęboko pod półką czuje się po prostu bezpiecznie. Podobne sztuki pokazuje, gdy wystawia się do głaskania... zza winkla. Najlepiej być głaskanym dla kotka, gdy człowiekowi wystaje zza ściany sama ręka, ot co.

Tacy właśnie jesteśmy straszni :).

Co nie zmienia faktu, że Willi jest wspaniałym, bardzo kontaktowym kocurkiem, który kocha jogurcik, zabawy, figle i jest tak naprawdę bardo ciekawy, co to są te ludzie. I co mają w swoich miseczkach :).

Kto się pozna na Kocie-huncwocie? Kto pokocha małego kocurka, o zbójeckim wyrazie pyszczka, pod którym Wilson kryje delikatnego, potrzebującego czułości kociaczka?...

* Pozwolę sobie na małą reklamę: lecznica doktora Serwackiego na ul. Kordiana 60.


Co sobie myślą takie Ludzie, jak chodzą za mną z tym czarnym pudełkiem?

Szef stadka podczas wieczornej drzemki

Bo ze mnie jest naprawdę wrażliwy, czuły dresik :D

środa, 9 grudnia 2009

Tymczasowy blues...

Zaczynam tę notkę już po raz piąty - może to najwyższy czas, by w końcu ją zacząć naprawdę. Tylko słów mi trochę brakuje. Gdy oddaje się swojego Kociego Przyjaciela, serce się ściska od żalu. Najłatwiej by było, gdyby dało się nie przywiązywać, ale jak się nie przywiązać do tych Kocich Indywidualności, które gościmy u siebie w mieszkaniu?

Całe szczęście, że się w końcu znajdują się ci Najlepsi Opiekunowie Pod Słońcem, choć trzeba wtedy znowu takiego odchuchanego, ukochanego Zwierza powierzyć nowo poznanym Ludziom. I oddaje się takiego kota, i ciągle kątem oka szuka się takiego Nikona, bo przecież jeszcze przed chwilką był tuż obok i ćwierkał, czekając, aż się go zawoła, i biegł z podniesionym ogonkiem i zaraz zwijał się, mrucząc, na kolanach.

Tym bardziej dziękuję za informacje przekazywane z nowego domu, które utwierdzają mnie raz po raz w słuszności dokonanej decyzji - bo tyle razy rozmawialiśmy z Bartkiem o tym, czy jednak go nie zaadoptować. Ale teraz już wiemy, że tak miało być, bo teraz Nikon na swój Prawdziwy Dom, jest szczęśliwy, ma swoich prawdziwych Opiekunów i Przyjaciół. I wiem już, że ze swoją nową kocią przyjaciółką, syjamką Coco, biega po mieszkaniu, goni się i poluje wspólnie na pluszowe myszki. I wiem, że wobec pieska Brutusa czuje jeszcze odrobinę respektu, ale już się z nim zaczyna kumplować. I wiem, że trochę się pochorował (co jest zupełnie zwyczajne przy przenosinach, stresie i związanym z tym spadku odporności), ale jest otoczony czułą opieką jego Ludzi i weterynarza. I zgodnie z tym, co przewidywałam, jest po prostu bardzo kochany.

I co tam żal, skoro wiem, że ten czuły kotek o nosku najbardziej różowym na świecie trafił właśnie do tego Domu, do którego powinien był trafić.

Bardzo, bardzo dziękuję.

I przy okazji chciałabym serdecznie podziękować Majorce, która wirtualnie opiekowała się Nikonem podczas jego pobytu pod opieką azylu "Cichy Kąt", a która teraz zaadoptowała wirtualnie Wilsona. A kim jest Wilson? O tym już w następnym odcinku :).

W nowoczesnych kocich rodzinach Koci Tata nie wstydzi się okazać czułości i pożalić się od czasu do czasu na trudy rodzicielstwa, nawet takiego przybranego


Bo te dzieciaki to ciągle wchodzą przybranemu tacie na głowę

Wczuj się w ten tekst, poczuj go w sobie, a stanie się zupełnie jasny i klarowny

I kochasz kotka. Ja wiem, że kochasz, czujesz w sobie całe kiełbaski miłości, ba, całe kurczaczki miłości

środa, 25 listopada 2009

Tarot intuicyjny szuka domu

Po klinięciu TUTAJ można zobaczyć zorganizowany na rzecz CKotów bazarek, na którym można wylicytować książki. Może ktoś chciałby się przyłączyć? Wszystkie wylicytowane pieniądze zostaną przeznaczone na azyl "Cichy Kąt", pod którego opieką znajduje się Nikon, Chase i Cuddy.

Wśród niewylicytowanych jeszcze książek znajduje się między innymi Tarot intuicyjny :).

Tarot intuicyjny. Wielkie Arkana. Wielkie tajemnice życia, autor: B. Antonowicz-Wlazińska, Białystok 2000. Stron: 311. Okładka: twarda. Stan: używana, bez śladów użytkowania.

Opis z okładki: Spośród wielu znakomitych książek o Tarocie ta jest szczególna, ponieważ opowiada o Tobie. Dostajesz do ręki narzędzie poznania siebie, odkrycia raz jeszcze dawno porzuconych marzeń, rozprawienia się raz na zawsze ze swoimi lękami. Rozbudzając intuicję uczy odczuwania piękna świata i niezwykłości życia jakiego przyszło Ci doświadczać. Jeżeli chcesz pracować z kartami Tarota, znajdziesz w tej książce wszystkie potrzebne informacje o symbolice kart oraz cenne wskazówki o samej technice stawiania rozkładów. Żadna z Twoich wątpliwości nie pozostanie bez odpowiedzi. Pozwól się oprowadzić po magicznym świecie niezwykłej talii kart.



Zapraszam

wtorek, 24 listopada 2009

Szkoła życia

Każdy czasem potrzebuje w nowym miejscu przyjaznej duszy, która wprowadzi w nowe towarzystwo, zapozna z lokalnymi rozrywkami, daniami kuchni, zwyczajami autochtonów. Dzięki takiemu komyś można nie czuć się tak wyobcowanym. A jak jeszcze wyliże uszka na pocieszenie i wytłumaczy, jak najlepiej upolować myszkę na sznurku...

Widzisz, Chase, bo to wcale nie chodzi o siłę w łapkach, tylko o twoje nastawienie... Musisz poczuć tę mysz, wyobrazić sobie, jak ją trzymasz w swoich łapkach, skoncentrować się...


Skupcie się teraz obydwoje i zapamiętajcie Pierwszą Zasadę Kota: Nie myśl, ŁAP!

Jeżeli chodzi o technikę, to wyjątkowo ważna jest elastyczność i chwytność łapek

Wiecie, bo MY, KOTY, musimy być przede wszystkim skuteczne

poniedziałek, 23 listopada 2009

Scurki w modzie

Na blogu Kototek.blox.pl, na którym można podczytywać na bieżąco informacje o zdarzeniach w CK, pojawiła się ostatnio notka o Chase'ie i Cuddy. Notka ta jest dzisiaj promowana na głównej stronie gazety.pl w dziale blogi.

EwKo, bardzo gratulujemy. I dziękuję w imieniu Chase'a i Cuddy!